Corse 2005

Maszeruj albo giń powtarzają sobie żołnierze Legii Cudzoziemskiej przebiegając w tydzień to co nam zajęło 17 dni. Z braku czasu, chęci oraz zacierających się w pamięci szczegółów relacja ograniczona do minimum.
 
 
poglądowa mapka z Wikipedii

 
 
Na Korsykę wybraliśmy się turystycznie zieloni. Wyjazdy w Tatry, spacery z namiotem po Bieszczadach czy Suwalszczyźnie w żaden sposób nie przygotowały nas do wyzwań jakie postawił przed nami GR20. Z perspektywy czasu i kolejnych doświadczeń zdajemy sobie sprawę, że ten wyjazd to było lekkie szaleństwo z naszej strony, jednocześnie jednak szkoła życia, turystyczne "mięso" oraz przygoda życia. Korsyka jest też miejscem gdzie najchętniej byśmy wrócili z miejsc dotychczas przez nas odwiedzonych.

Na wyspę wyruszyliśmy z Nicei, gdzie wcześniej pracowałem a Elizka się aklimatyzowała. Rozpoczęliśmy z optymistycznym przekonaniem, że na miejscu kupimy wszystko co niezbędne -mapy, przewodniki etc. (szczęśliwie mieliśmy rację - zakupiliśmy jeden przewodnik z niezbędnymi mapkami, który absolutnie wystarczył)
Pierwszą noc spędziliśmy na plaży w Bastii, mimo pewnych obaw spało się bardzo przyjemnie.
 
 
poranek

 
 
Z bastii zabraliśmy się pociągiem do Calenzany gdzie swój początek bierze GR20
 
 
początek

 
 
Pierwszy dzień dał nam nieco popalić - upał, otumaniająca woń ziół oraz brak wody sprawiły, że nie dotarliśmy do pierwszego schroniska i musieliśmy nocować na dziko.
 
 
jeszcze widać morze,<br />
 jedyne wspólne zdjęcie
 
 

 
 
Śniadanko, garść bakalii i pół szklanki wody. Do schroniska 2h drogi

 
 
Gdy wreszcie dotarliśmy do schroniska, ledwo się wyłgaliśmy z noclegu w górach - ta przyjemność kosztowałaby nas wtedy 30E Ostatecznie było zbyt późno by wyruszać dalej więc zostaliśmy.
Kolejny dzień, gorąco, sucho, skaliście - moje kolano nie wytrzymało i znów musieliśmy zostać dwie noce w tym samym miejscu. Z tarasu schroniska podziwialiśmy zachód i wschód słońca:
 
 
dobranoc

 
 

 
 
dzieńdobry

 
 
Kolejne dni okazły się już mniej stresujące.
Straszny mostek okazał się być nie taki straszny:
 
 
straszny mostek :)

 
 
okoliczności przyrody zachwycały a plecak stawał się coraz lżejszy
 
 
turnie strzeliste

 
 
Czasem trzeba było pomóc sobie rękami
 
 
to nie giewont

 
 
po drodze narodziła się myśl o wyjeździe w Pireneje
 
 
zupełnie jak w pirenejach:)

 
 
Przy schroniskach powszechnie można było spotkać zwierzęta pociągowe:
 
 
osiołki

 
 
Czasem wiało:
 
 
zdjęcie tego miejsca można znaleźć w każdym przewodniku po Korsyce

 
 
Pogoda bywała kapryśna jednak łaskawa
 
 
cóż to za góry bez czarnego stawu

 
 
Endemiczna Korsykańska jaszczurka okazała się być amatorem płatków kukurydzianych :)
 
 
ciasteczkowy potwór

 
 
Kąpiel w strumyku bywała wyzwaniem dla ciała i ducha:
 
 
myslałem, że mi serce stanie

 
 
I tak powoli przeszliśmy wysoką część szlaku:
 
 
rasowa turystka

 
 
Jeszcze rzut oka na to co za nami:
 
 
Haute Corse

 
 
A to nas czekało dalej:
 
 
Corse-du-Sud

 
 
Część południowa jest niższa, mniej skalista oraz bardziej zielona. a stoki są łagodniejsze. Po kilku dniach znów ujrzeliśmy morze:
 
 
morze i góry w jednym - to co tygrysy lubia najbardziej

 
 
Szlak prowadzi przez najwyższy szczyt tej części wyspy:
 
 
???

 
 
Aż do "granitowego raju europy" ze swymi trzema charakterystycznymi iglicami:
 
 
Col de Bavella

 
 
Ostatnie etap ochrzczony przez Elizkę "królestwem Małego Księcia" - gdzie szlak wskazywały kolorowe kamienie z cytatami z tej powiastki pośród fantastycznych form wulkanicznych:
 
 
granitowy raj europy

 
 
Ostatecznie nasza wędrówka gr20 dobiegła końca w miasteczku Conza Jeszcze tylko zahaczyliśmy o Bonifacio:
 
 
piękne klify u wejścia do portu, w oddali można było ujrzeć sardynię

 
 
Wspaniałe miasteczko, w naszym mniemaniu obowiązkowy punkt w zwiedzaniu wyspy:
 
 
port i stare miasto

 
 
Z Bonifacio autokarem pojechaliśmy do Ajaccio jednak podróż po górskich serpentynach tak mnie wymęczyła, że absolutnie nie miałem ochoty na zwiedzanie i po 2h oczekiwania wyruszyliśmy słynną z mostów i tuneli kolejką do Bastii. Na miejscu znów nocleg na plaży i z samego rana promem wróciliśmy na kontynent.
 
 
nasza łódeczka

 
 


Zdjęcia są ułożone chronologicznie, są to skany z negatywów więc jakość jest jaka jest.
  • ico

Komentarze