Wiktor&Dodo
od krwi trawa rośnie bardziej zielona
Corse 2005
Maszeruj albo giń powtarzają sobie żołnierze Legii Cudzoziemskiej przebiegając w tydzień to co nam zajęło 17 dni. Z braku czasu, chęci oraz zacierających się w pamięci szczegółów relacja ograniczona do minimum.

Na Korsykę wybraliśmy się turystycznie zieloni. Wyjazdy w Tatry, spacery z namiotem po Bieszczadach czy Suwalszczyźnie w żaden sposób nie przygotowały nas do wyzwań jakie postawił przed nami GR20. Z perspektywy czasu i kolejnych doświadczeń zdajemy sobie sprawę, że ten wyjazd to było lekkie szaleństwo z naszej strony, jednocześnie jednak szkoła życia, turystyczne "mięso" oraz przygoda życia. Korsyka jest też miejscem gdzie najchętniej byśmy wrócili z miejsc dotychczas przez nas odwiedzonych.
Na wyspę wyruszyliśmy z Nicei, gdzie wcześniej pracowałem a Elizka się aklimatyzowała. Rozpoczęliśmy z optymistycznym przekonaniem, że na miejscu kupimy wszystko co niezbędne -mapy, przewodniki etc. (szczęśliwie mieliśmy rację - zakupiliśmy jeden przewodnik z niezbędnymi mapkami, który absolutnie wystarczył)
Pierwszą noc spędziliśmy na plaży w Bastii, mimo pewnych obaw spało się bardzo przyjemnie.
Na wyspę wyruszyliśmy z Nicei, gdzie wcześniej pracowałem a Elizka się aklimatyzowała. Rozpoczęliśmy z optymistycznym przekonaniem, że na miejscu kupimy wszystko co niezbędne -mapy, przewodniki etc. (szczęśliwie mieliśmy rację - zakupiliśmy jeden przewodnik z niezbędnymi mapkami, który absolutnie wystarczył)
Pierwszą noc spędziliśmy na plaży w Bastii, mimo pewnych obaw spało się bardzo przyjemnie.

Z bastii zabraliśmy się pociągiem do Calenzany gdzie swój początek bierze GR20

Pierwszy dzień dał nam nieco popalić - upał, otumaniająca woń ziół oraz brak wody sprawiły, że nie dotarliśmy do pierwszego schroniska i musieliśmy nocować na dziko.


Gdy wreszcie dotarliśmy do schroniska, ledwo się wyłgaliśmy z noclegu w górach - ta przyjemność kosztowałaby nas wtedy 30E Ostatecznie było zbyt późno by wyruszać dalej więc zostaliśmy.
Kolejny dzień, gorąco, sucho, skaliście - moje kolano nie wytrzymało i znów musieliśmy zostać dwie noce w tym samym miejscu. Z tarasu schroniska podziwialiśmy zachód i wschód słońca:
Kolejny dzień, gorąco, sucho, skaliście - moje kolano nie wytrzymało i znów musieliśmy zostać dwie noce w tym samym miejscu. Z tarasu schroniska podziwialiśmy zachód i wschód słońca:


Kolejne dni okazły się już mniej stresujące.
Straszny mostek okazał się być nie taki straszny:
Straszny mostek okazał się być nie taki straszny:

okoliczności przyrody zachwycały a plecak stawał się coraz lżejszy

Czasem trzeba było pomóc sobie rękami

po drodze narodziła się myśl o wyjeździe w Pireneje

Przy schroniskach powszechnie można było spotkać zwierzęta pociągowe:

Czasem wiało:

Pogoda bywała kapryśna jednak łaskawa

Endemiczna Korsykańska jaszczurka okazała się być amatorem płatków kukurydzianych :)

Kąpiel w strumyku bywała wyzwaniem dla ciała i ducha:

I tak powoli przeszliśmy wysoką część szlaku:

Jeszcze rzut oka na to co za nami:

A to nas czekało dalej:

Część południowa jest niższa, mniej skalista oraz bardziej zielona. a stoki są łagodniejsze. Po kilku dniach znów ujrzeliśmy morze:

Szlak prowadzi przez najwyższy szczyt tej części wyspy:

Aż do "granitowego raju europy" ze swymi trzema charakterystycznymi iglicami:

Ostatnie etap ochrzczony przez Elizkę "królestwem Małego Księcia" - gdzie szlak wskazywały kolorowe kamienie z cytatami z tej powiastki pośród fantastycznych form wulkanicznych:

Ostatecznie nasza wędrówka gr20 dobiegła końca w miasteczku Conza
Jeszcze tylko zahaczyliśmy o Bonifacio:

Wspaniałe miasteczko, w naszym mniemaniu obowiązkowy punkt w zwiedzaniu wyspy:

Z Bonifacio autokarem pojechaliśmy do Ajaccio jednak podróż po górskich serpentynach tak mnie wymęczyła, że absolutnie nie miałem ochoty na zwiedzanie i po 2h oczekiwania wyruszyliśmy słynną z mostów i tuneli kolejką do Bastii. Na miejscu znów nocleg na plaży i z samego rana promem wróciliśmy na kontynent.

Zdjęcia są ułożone chronologicznie, są to skany z negatywów więc jakość jest jaka jest.
Komentarze
Copyright © Wiktor&Dodo 2007 http://ngt.pl/users/wiktor










































































































